Chcę i zrobię to. :-)
Bo mam dość… :-) <3 C
Czego mam dość…?
Ano,przeczytajcie, jeśli zdołacie dotrwać do końca, co nie musi być wcale łatwe. :-)

Napiszę o moim widzeniu Rzeczywistości i moich preferencjach z tym widzeniem związanych.
Otóż uważam, wiem, że tzw.świat zewnętrzny jest bardziej, mniej lub zupełnie nieuświadomioną, ale jednak projekcją naszego wnętrza. Nic nie dzieje się poza naszym umysłem, a przede wszystkim poza naszą Przestrzenią Serca. Tak mówią moje doświadczenia, wiedza, którą nabyłem i mądrość, która w praktyce z tej wiedzy i doświadczeń się zrodziła.
W takim stanie świadomości nie ma już miejsca na zrzucanie odpowiedzialności na cokolwiek lub kogokolwiek poza mną, kreatorem tego, co mnie spotyka, co mnie bawi, smuci czy wkur…znaczy wyprowadza z równowagi. ;-) Nie ma przypadków, złego losu, czarnego kota, drabiny, niesprawiedliwego Boga, czy nawet Kaczyńskiego, który gnębi biedny naród i mnie jako obywatela tego nieszczęsnego narodu. Nie ma nic, co usprawiedliwiałoby dalsze moje tkwienie w syndromie niewolnika i ofiary.
I nie ma nic takiego w Tobie, o ile zechcesz wziąć odpowiedzialność za własne wybory, za własne decyzje, za własne suwerenne przeżywanie tego, co sobie stworzyłeś – własnej czasoprzestrzeni, w której postanowiłeś grać rolę w takim kostiumie cielesnym, w takiej a nie innej scenografii.
O ileż łatwiej widzieć przyczyny naszych kompromitacji i porażek na zewnątrz.
O ile łatwiej powiedzieć : „cóż ja na to mogę, przecież to rząd, Putin, sytuacja gospodarcza, pandemia, skrobanki, gangi pedofilów czy kartele narkotykowe… Ja tu jestem nic nie winien i nic z tym nie mogę zrobić. A więc kupię sobie następny czteropak i będę oglądał durny mecz, albo jeszcze głupszy serial… Żeby tylko nie dostrzegać własnej małości, niemocy, albo tego, co tak czasem nie daje mi spokojnie spać i patrzeć w lustro, tej gdzieś uwierającej, jak gwóźdź w bucie świadomość, że… może to jednak ja…”
Czy naprawdę w to wierzysz ? Czy może naprawdę masz dość niemocy, bezradności i bezmożności… ?
Czy nie czas wyrwać się z tego amoku i zacząć Żyć i Kochać (bo Życie bez Miłości, tej prawdziwej, tej uzdrawiającej i pięknej do samego siebie przede wszystkim, jest trwaniem zombi, jest egzystencją otępiałego somnambulika.).

Zrobisz, jak zechcesz. To Twój wybór ( ale pamiętaj, że ZAWSZE, ZAWSZE…masz ten wybór). Najpierw Intencja, potem Decyzja, a potem Droga ku Świadomym Wyborom, ku prawdziwej Kreacji, ku Życiu w Pełni.
Ja tego wyboru dokonałem. I chcę tu o tym napisać. Jeśli będziesz chciał/chciała skorzystasz z moich doświadczeń, z moich opowieści, to być może pomogą Ci na Twojej Drodze. ,Jeśli nie zechcesz z nich skorzystać, też będzie wszystko w porządku, bo moja Droga nie musi być, czy to w całości, czy nawet w jakiejś jej części Twoją Drogą.
Nie będę Cię też do niczego przekonywał, bo nie uważam, że moja Prawda i moje widzenie Rzeczywistości są uniwersalne. Są one tylko moje i mogą Ci jedynie wskazać na kierunek, który może okazać się Tobie przydatny. Ale nie zależy mi na Twoim wyborze. Dlaczego? Bo jego skutków będziesz doświadczał Ty i Twoja czasoprzestrzeń. To będą i tak Twoje doświadczenia. :-)
A więc wszystko, co mnie otacza, co mnie spotyka, co jest moim udziałem, czego doświadczam, to tylko i wyłącznie MOJA WŁASNA KREACJA!
Biorę za nią pełną odpowiedzialność. Nie zawsze jest ona jeszcze idealna, ale to wskazuje na tkwiące jeszcze we mnie programy i schematy, które mnie nadal ograniczają i blokują. Ale są one też fascynującym materiałem do kolejnych uwolnień, pozbywania się tego, co nie moje, co wszczepione mi przez wychowanie, edukację, religię i ogólnie tresurę przez struktury Systemu, takie jak rodzice, szkoła, kościół, normy społeczne i inne tego typu kontrolujące agendy Matrixa.
Mam więc głęboką świadomość tych struktur. Sam je przecież wykreowałem. Mam tego coraz większą pewność.
Mam też głęboką i absolutną świadomość i pewność, jak z tego doświadczalnego bagna wyjść.

I tu chcę wyrazić swoją całkowicie świadomą wolę i ogłosić, że nie życzę sobie i nie mam zamiaru prowadzić jakichkolwiek dyskusji i polemik z osobami , które będą uważały się za moich antagonistów, krytyków, kontestatorów, przeciwników różnej maści i proweniencji, polemistów…
Nie interesują mnie walki na argumenty, przekonywanie i tłumaczenie, a już absolutnie tłumaczenie SIĘ z czegokolwiek.
Wasze argumenty i „święte racje” wiszą mi i powiewają i są dla mnie nudne, przeżyte i przebrzmiałe.
Znam je bowiem doskonale!

Skąd… ?

Bo w tym Życiu pełniłem w twórczym trudzie różne role : syna ( z traumami), hippisa-buntownika, męża (mniej lub bardziej nieudanego), ojca ( mniej lub bardziej udanego), alkoholika, studenta ( w tym polonistyki, teatrologii, psychologii, nauk tajemnych i uzdrowicielskich), bioenergoterapeuty, Mistrza Reiki, szamana, podróżnika-badacz-praktyka, emigranta, bardzo czynnego wieloletniego wielbiciela i badacza teorii ( a właściwie praktyk) spiskowych, wnikliwego badacza odmiennych stanów świadomości przy pomocy Enteogenów, zaangażowanego ( i nawet dość walczącego) neo-Słowianina… A wreszcie, poprzez własne doświadczenia i głębokie przeżycia, rolę nauczyciela opierającego swoje Opowieści o autopsję, mechanikę kwantową i nauki Mistrzów Wzniesionych, takich, jak Jeszua czy St.Germain.
Moja niechęć do polemik i dyskusji bierze się z dogłębnej znajomości wszystkich argumentów, „dowodów” i krytyk, ponieważ sam ich namiętnie kiedyś używałem, walcząc z różnymi poglądami i niepasującymi mi wtedy „widzimisię” innych, popisując się inteligencją, erudycją, wiedzą i…własną bufonadą.         Czyli robiłem z siebie permanentnego głupka.
Dlatego od razu i jeszcze raz piszę wyraźnie, żeby rozwiać jakiekolwiek wątpliwości : nie jestem w najmniejszym stopniu zainteresowany głosami, które się ze mną nie zgadzają. Będę je w najlepszym wypadku ignorował, ale jeszcze pewniej likwidował i wywalał.
Natomiast interesują mnie głosy osób, które myślą i czują podobnie do mnie, z którymi będę mógł tworzyć dzięki temu Rzeczywistość różniącą się od tej, której większość trzyma się z uporem szaleńca i maniaka, stosując od tysiącleci te same metody, mające doprowadzić do zmiany tejże Rzeczywistości, w rezultacie bawiąc się w ciągłe starania lepienia Nowego ze starej, wielowiekowej zawartości szamba ludzkiego ego, świadomości zbiorowej i programów Matrixa. Nie da rady…
Dlatego jestem głęboko zainteresowany tworzeniem się Towarzystwa Wzajemnej Adoracji z ludzi, którzy WIEDZĄ, że drogą do jakiejkolwiek zmiany, jest TYLKO I WYŁĄCZNIE głęboka, wielopoziomowa praca nad własną wewnętrzną zmianą, nad dążeniem do Świata Ducha, do poznania Boga, jakkolwiek kto To pojmuje, do uświadomienia sobie, przypomnienia własnej boskości i wzięcia odpowiedzialności za własne Kreacje i własne, boskie Tworzenie Rzeczywistości.
A Drogą do własnej boskości, do zmiany jest Miłość i Prawo Jeszuy : ” Kochaj bliźniego swego, JAK SIEBIE SAMEGO”. Z nastawieniem przede wszystkim i nade wszystko na drugą część tego Prawa : najpierw musisz głęboko, prawdziwie i bezwarunkowo pokochać SIEBIE, żeby móc pokochać kogokolwiek również prawdziwie. Nie możesz dać w prawdzie Miłość, nie mając jej dla najwspanialszego Dziecka Boskości, jakim sam/sama jesteś. A więc musimy zmienić całkowicie paradygmaty , jeśli chcemy Prawdziwie Nowego Świata, Nowej Ziemi. Tu już nie wystarczą stare mydlenia oczu i działania cząstkowe lub pozorne.
Dlatego wszelkie nawoływania, często pochodzące od uznanych liderów, coachów, „duchowców” itp. popierające dla… i zagrzewające do marszów, protestów, strajków, wojenek, agresji, walk o wolności cip, macic, słowa, białych, czarnych czy rudych, kobiet, mężczyzn, heter…czy homo… będę likwidował natychmiast i bezwzględnie na moim profilu, na mojej ścianie. Nie ma to u mnie prawa bytu.
Interesuje mnie Miłość, praca nad Duchową Zmianą i w ten sposób zmiana widzenia wszystkiego, co zwykle skutkuje Przebudzeniem i zmianą Wszystkiego.
Jeszcze raz sparafrazuję tu świetne podsumowanie De Mello: ” Nie zmieniło się nic oprócz mojego nastawienia, mojego widzenia wszystkiego… A więc zmieniło się WSZYSTKO „. <3
I właśnie Prawo Jeszuy o Miłości i ta prosta Prawda De Mello, są w mojej Prawdzie i w mojej Opowieści kamieniami milowymi…w Powrocie do Domu, do Boga, a więc do siebie. :-)
To na razie tak ” pokrótce ” (no, powiedzmy, że „pokrótce”… ;-) ) przedstawiłem moje Credo, siebie i to, co jest dla mnie najważniejsze. Ale to oczywiście nie wszystko. Będę dzielił się swoimi „widzimisię” teraz już dość często, a Wy… ? Jeśli będziecie chcieli z tego w takim, czy innym stopniu wynieść coś dla siebie, będzie pięknie. Jeżeli nie będziecie chcieli, też będzie pięknie. :-) Bo będę jak ten deszczyk, co to sobie pada, pada sobie równo. Raz spadnie na ławkę, raz spadnie na g…, znaczy na trawkę. ” Będę sobie padał i dawał każdemu, a kto będzie chciał, to już nie mój wybór. :-)
Kocham Was, cieszę się, że jesteście…