Z cyklu ” Z notatnika mojego baaardzo subiektywnego widzimisię ”

” Miłość „…Jakże to słowo jest wyświechtane…Jakże często znaczy zupełnie coś innego, niż to, o czym starają się nas przekonać jej głosiciele.
Wszędzie „miłość”… Wręcz nią zewsząd aż kapie…
Zalewa nas z massmediów, czyli z prasy, radia, telewizji i ambon. Internet wprost nas w niej przytapia.

Z miłości niektórzy gotowi są się zabić ( zwykle niespełnionej, zawiedzionej lub zdradzonej), bądź dać się zabić ( dla honoru, wodza czy innej złudnej idei). Wielu gotowych jest zabijać z miłości do ojczyzny, plemienia, zwierząt, Boga czy Jezusa…
Niektórzy są gotowi zabijać lub dać się zabić z miłości do miłości ( cokolwiek to znaczy…).

Miłość do kobiety, do mężczyzny… miłość do dziecka, rodziny, do zwierząt, do Boga, honoru i ojczyzny…miłość do przyrody, Ziemi…miłość do narodu, rasy… miłość do pieniędzy, Dody, Stocha czy innego Lewandowskiego …

Wybiórcza miłość…Pokawałkowana, rozczłonkowana…

W imię miłości …

Większość z nas z „przepełnionym miłością sercem” cierpi i zadaje ból innym… Innym, ale też może przede wszystkim, z masochistycznym wręcz upodobaniem, z uporem maniaków, samym sobie.
Czy zna ktoś kogoś, kto nigdy przez tą cholerną miłość nie cierpiał… ? Przynajmniej kilka razy w życiu… ? Zna ktoś… ?
Gra w miłość z pozycji ego, jest w wykonaniu większości przedstawicieli rodzaju ludzkiego ewidentnie sado-masochistyczną zabawą.
W Matriksie zwykle rozróżnia się trzy rodzaje prawd. Są to: prawda, półprawda i g….prawda.
Obracamy się, jeśli chodzi o znajomość miłości, w większości, zwykle i namiętnie w oceanie prawdy tego ostatniego rodzaju.
Jest grupa, zdecydowanie mniej liczna, która operuje w akwenach półprawd na temat miłości.
Nieliczni tylko mają wiedzę zbliżoną do prawdy, zwykle teoretyczną, którą zalewają nas co-pięciominutowymi postami choćby na facebooku .
Jeszcze mniej liczni są ci, którzy znają prawdę z tzw. „własnej autopsji”, czyli z praktyki, z własnych głębokich wewnętrznych wglądów i przeżyć.

„Ależ bzdury piszesz człowieku, przecież ja kocham własnego dziecko…!”
Tak ? A pozwalasz mu na własne wybory ? Pozwalasz mu na doświadczanie własnych decyzji, bez względu na to, czy jest to zgodne czy nie, z twoimi wyobrażeniami jego dobra czy jego „świetlanej” przyszłości ? Oczywiście nie mówimy tu o oseskach i małych dzieciach wymagających mądrej(!!) troski i opieki.
” Ależ oczywiście, nie wymagam od swojego dziecka przecież niczego, oprócz tego, żeby się uczyło, zdobywało świadectwa z czerwonym paskiem, chodziło na lekcje pianina, angielskiego, hiszpańskiego, chińskiego i w przyszłości zostało kosmonautą, albo przynajmniej lekarzem, najlepiej kardiochirurgiem…To przecież niewiele.”.
Czy nie łamiemy dzieci w imię własnego widzenia świata i własnych ambicji ?
Czy nie łamiemy własnych partnerów i siebie samych kompromisami w imię miłości ? Kompromis to przecież : „ja zrezygnuję trochę z siebie, ty zrezygnuj trochę z siebie i jakoś się dogadamy, choć będziemy troszkę niezadowoleni, o ile nie nieszczęśliwi i trochę niepełni.”
Czy nie stawiamy warunków miłości i w imię miłości ?
Różnego rodzaju „kocham cię, ale…” albo ” jeśli mnie kochasz, to…”dają nam obraz tego, co rozumiemy pod tym pojęciem. A rozumiemy pod nim najczęściej zaspokojenie niebotycznego EGO !
To nie miłość Kochani, a emocja, którą ego stara się udawać miłość, żeby nas jeszcze bardzie zniewolić i uzależnić. Od czego ? Od samego siebie.
Wszystkie teksty typu : ” miłość, to słodkie pęta, to cudowna niewola” należy o kant stołu rozbić, jak pustą, nic nie wartą skorupę.
Dlaczego ?
Bo Miłość to Wolność, to Moc mądra, łagodna, ale też bezkompromisowa. Miłość to Uczucie wypływające z naszej Przestrzeni Serca. A ta jest miejscem naszej Boskości.
Miłość to nie kalkulująca i rozgrywająca swoje małe gierki i szantaże emocja, wytworzona przez mały egotyczny umysł po to, żeby nas cały czas trzymać w swoich pętach. To nie emocja, która raz wznosi nas w chmury, by za chwilę zrzucić w otchłanie niepewności lub rozpaczy.
Miłość to Stabilność i Kreacja. To pewność, że nikt ani nic nie może jej zagrozić, bo jest postawą Wszystkiego.
Miłość to Nieustraszoność i Pragnienie Kreacji, to potrzeba Wyrażania się i Szerzenia. Szerzenia Samej Siebie…
Miłość to Spokój i Ekstaza… Miłość to Radość Życia… Miłość to Bóg, jakkolwiek Go pojmujesz… Miłość to samo Życie…
Kiedyś pisałem, że życia nie można nikomu odebrać, bo każdy z nas jest Życiem…bez początku i końca, wiecznym i ciągle się szerzącym. A więc jeżeli Życia nikt nas nie może pozbawić (najwyżej nasze ciało, a przecież nim nie jesteśmy, tylko ono na chwilę jest nasze), to…MIŁOŚCI TEŻ NIKT NIE MOŻE NAS POZBAWIĆ, bo to my jesteśmy jej Źródłem.  Źródłem, które jest wieczne, jak Miłość i Życie, jak Bóg…
To my jesteśmy Miłością i to my wyprojektowujemy ją na wykreowaną przez nas rzeczywistość, na wykreowaną przez nas czasoprzestrzeń, żeby się Wyrażać, Komunikować i Kreować…
I co najważniejsze : Miłość nie musi mieć obiektu miłości, Miłość po prostu JEST i obejmuje sobą wszystko, czyli… samą siebie.
I tu przejdę do wskazówki pewnego mądrego gościa, który już 2000 lat temu dał nam wskazówkę, jak ta Miłość powinna się rodzić i szerzyć w tej naszej ludzkiej Grze. Powiedział on:
” Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”.
Ale słudzy Matrixa przeinaczyli jego słowa i nauczyli nas rozumieć je fałszywie. Odcięli od naszych Serc i w naszych umysłach zakryli drugą i najważniejszą część jego przykazania „…jak siebie samego.”
Kazano nam kochać bliźnich, wrogów, nadstawiać drugi policzek bezrozumnie i fałszywie.
Jak wypełniamy tą jego wskazówkę? Jak kochamy bliźnich?  Ano tak, jak siebie samych.
Wystarczy rozejrzeć się wokół, ile mordów, wojen, wyzysku i każdego innego rodzaju cierpienia, które zadajemy sobie w z uporem godnym zdecydowanie lepszej sprawy, sprawy Miłości.
A więc trzeba zrozumieć przekaz Jeszuy i zacząć od miłości do siebie. Bez tego nie możemy obdarzyć czystą, bezinteresowną miłością nikogo. Jak może człowiek bez grosza obdarować bogactwem innych ? Jak może nieszczęśliwy dać radość i szczęście komukolwiek ? Żeby coś dać, trzeba to mieć.
Zacznijmy więc, w myśl „instrukcji obsługi szczęścia” Jeszuy, być SAMOLUBNI !
” Jak to ? „- rozwrzeszczy się zaraz ego i programy Matrixa -” Nawołujesz do egoizmu ??”
Nie, nie nawołuję do egoizmu, nie nawołuję do emocji kompleksu wyższości i narcyzmu wypływających z ego właśnie. Zachęcam do, najpierw szczerego polubienia siebie, a potem do osadzania tej sympatii w blasku Przestrzeni Serca i głębokiego pokochania siebie jako doskonałego Dziecka Boga.
A wtedy zaczniemy pojmować, że ja i mój brat jesteśmy Jednym i nie ma powodu krzywdzić jego, bo krzywdzimy tym siebie, a siebie bez sensu krzywdzić, skoro się prawdziwie kochamy.
A potem…. Potem zaczynamy rozumieć, że nie tylko ja i mój brat, ale ja i Ojciec Jedno jesteśmy.
Ja i Bóg/Źródło to Jedno…! <3
I wtedy właśnie wróciliśmy do Domu. <3 :-) <3